RSS
wtorek, 30 sierpnia 2011
matka narkomana c.d.

Czekam na uprawomocnienie wyroku - jak będę miała opublikuję i rozpowszechnię informację. Zależy mi na tym, żeby rodziny narkomanów wiedziały jakie jest jedno z możliwych wyjść.

20:47, eka21962
Link Komentarze (5) »
czwartek, 25 sierpnia 2011
matka narkomana c.d.

Wczoraj była rozprawa karna mojego syna. Oskarżony o kradzież - w marcu po wyrzuceniu z ośrodka strasznie się naćpał i zaatakował mnie, ukradł portfel. Policja złapała go, a ja pękłam i złożyłam zeznania przeciwko niemu. Druga sprawa o znęcanie się nade mną - wnieśli policjanci, ja zgodziłam się zeznawać.

Zostałam oskarżycielem posiłkowym. Udało mi się wywalczyć przymusowe leczenie!!!

Piszę wywalczyć, bo to była droga przez mękę.

NIKT, ANI PROKURATOR, ANI SĘDZIA NIE ZNALI PODSTAWY PRAWNEJ, ŻEBY WYROK ZAWIERAŁ OBOWIĄZEK PRZYMUSOWEGO LECZENIA UZALEŻNIENIA. KODEKS KARNY NIE PRZEWIDUJE PRZYMUSOWEGO LECZENIA, MUSI BYĆ ZGODA NARKOMANA. ALE... USTAWA O PRZECIWDZIAŁANIU NARKOMANII - ART.71 UST. 1 i 2 DAJE TAKĄ MOŻLIWOŚĆ - WOBEC SPRAWCÓW PRZESTĘPSTW, KTÓRE POZOSTAJĄ W ZWIĄZKU Z UŻYWANIEM ŚRODKÓW ODURZAJĄCYCH LUB PSYCHOTROPOWYCH.

Wyrok - 8 miesięcy i obowiązek poddania się leczeniu, w zawieszeniu na 5 lat.

Nikt mi tego nie powiedział ani w sądzie, ani na policji, ani w prokuraturze, ani w żadnym ośrodku leczenia uzależnień. Dostałam komentarze do ustawy od prawnika. Jak to możliwe?

Młody jest w Londynie, ale jak wróci będzie musiał się leczyć. Wiem, że niektórzy terapeuci uważają, że leczenie przymusowe nie działa itd. Ale na świecie są inne szkoły, jakikolwiek pretekst jest dobry, żeby zacząć budować motywację. Ja też w to wierzę.

Może mu się uda w Londynie, może wróci i zacznie się leczyć. Odzyskałam nadzieję.

I żyję spokojnie, chociaż coraz częściej tęsknię za nim. Może to współuzależnienie, a może to miłość?

21:56, eka21962
Link Komentarze (8) »
wtorek, 16 sierpnia 2011
matka narkomana c.d.

Młodego nie ma w Polsce od 6 tygodni. Nie dzwoni. Ale żyje, na facebooku zmieścił zdjęcia, a w ostatnią sobotę wpis na temat imprezy w Londynie.

Czasem bardzo tęsknię za nim, czasem w nocy budzi mnie jakaś straszna myśl, albo wyrzut sumienia.

Jestem trochę smutna, ale żyję spokojnie. Czasem tylko wpadnie policjant, żeby sprawdzić dlaczego Młody nie stawił się na badaniu, przesłuchaniu lub czymś tam równie mało przyjemnym.

Czytam książkę Millera na temat wzmacniania motywacji w leczeniu uzależnień. Może się przyda, może nie. Ale to podejście jest mi zdecydowanie bliższe niż wyrzucanie z domu i koncepcja staczania się na dno jako warunku koniecznego. Mam kontakt do terapeutki uzależnień, która pracuje zgodnie z podejściem Millera i do której mam zaufanie.

Czuję się silniejsza i odrobinę mądrzejsza. A może to złudzenie? Może na widok strzykawki znowu wpadłabym w furię? A może nie będę musiała tego weryfikować?

22:45, eka21962
Link Komentarze (2) »
niedziela, 24 lipca 2011
matka narkomana c.d.

Wróciłam z wakacji. Smutno mi z powodu śmierci Amy. Usłyszałam wiadomość o jej śmierci jeszcze na Słowacji. Niestety Londyn, narkotyki, wszystko kojarzy mi się z moim synem. W nocy miałam atak panicznego lęku o niego. Nie mam żadnej wiadomości od niego, o nim. Widziałam na Facebooku ostatnią aktualizację z 16 lipca.

A wakacje? Wspaniałe. Pierwszy przystanek Heidelberg, spotkałam się z moimi przyjaciółmi. Drugi przystanek Goetheanum w Dornach. Siedziba Towarzystwa Antropozoficznego, wybudowane według wizjonerskiego projektu Rudolfa Steinera. Piękne, magiczne miejsce. Gdybym była młodsza, poszłabym na studia antropozoficzne właśnie tam. Moze w następnym wcieleniu?

A potem Alpy. Kiedy przekaraczałam granicę i zobaczyłam góry poczułam, że to najlepsze miejsce dla mnie, dla mojego serca, teraz. Pojechałam do doliny Stubai. Kilka razy w życiu myślałam, ze byłam w najpiękniejszym miejscu świata. Teraz myślę, że najpiękniejszym miejscem jest dolina Stubai. Surowe, bardzo wysokie góry, soczysta zieloność, śliczne małe wioski. Poczułam, że jestem u siebie, nie przeszakadzała mi nawet obcość germanskiego języka. Zdobyłam kilka szczytów, wszystkie powyżej 2500. Bałam się, czasami była przerażona, ale udało się. Szczęscie to za słabe słowo na określenie tego co przeżywałam. Sama na szczycie świata (tak mi się wydawało) a dookoła absolutna doskonałość przyrody. Czułam się zjednoczona z siłami natury, silna i spełniona. Nawet nie brakowało mi faceta. Niczego nie brakowało, było absolutnie doskonale. Oczywiście po dziesięciogodzinnej wędrówce byłam wykończona, wszystko mnie bolało, ale następnego dnia rano planowałam kolejną wyprawę.

Nie wiedziałam, że jestem taka silna, sprawna i odważna. Boże dlaczego zbliżam się do pięćdziesiątki? Dlaczego zostało mi tak mało czasu?

To były bardzo egocentryczne wakacje, tylko czasem myślałam o Młodym, czasem budziłam się w nocy przerażona, że nie wiem czy on żyje.

16:11, eka21962
Link Komentarze (3) »
środa, 13 lipca 2011
matka narkomana c.d.

Jestem zmęczona, a nawet wykończona. Dopiero teraz wychodzą ze mnie wszystkie napięcia z ostatnich miesięcy.

Dzisiaj pierwszy dzień urlopu. Zaczął się od sprawy w sądzie. Oczywiście oskarżonego nie było. Rozprawa odroczona. Ale jest nadzieja, wystapiłam o skierowanie go na przymusowe leczenie. Jako oskarżyciel posiłkowy. Sedzia marudził, twierdził że się nie da, ale potem okazało się, że jak udowodnię, że jest uzlaeżniony, to dostanie przymusowe leczenie. Kolejna rozprawa pod koniec sierpnia.

Młody w Londynie. Nie daje znaku życia. Zamieścił na facebooku zdjęcia z UK - z Madzią. Jak na wakacjach, na kocu, z kijem baseballowym. OK niech spróbuje życia na własną rękę. Niech mu się uda. Nawet jeśli jest 1 % szansy.

Jutro jadę na wakacje. Będę spełniać swoje marzenia. Chociaż drenuję debet, kartę. Pal licho. Potrzebuję dobrego wypoczynku. Jadę do Szwajcarii do Goetheanum - magicznego miejsca. A potem w Alpy, w góry, samotnie. To jest najlepsze co mogę zrobic dla siebie.

18:28, eka21962
Link Komentarze (3) »
niedziela, 03 lipca 2011
matka narkomana c.d.

Wczoraj Młody  pojechał do Londynu.

Płakałam pół dnia. Nie dlatego, że wyjeżdżał, ale z żalu nad nim, ze złości.

Przed wyjazdem popisał się - koncert roszczeń, pretensji, nacisków. Obiecałam mu kupić parę podstawowych rzeczy przed wyjazdem. A on oczekiwał, że kupię mu nową bluzę (kupioną miesiąc temu zgubił tydzień temu kiedy się naćpał), słuchawki (dwa tygodnie temu ukradł mi on albo jego dziewczyna moje słuchawki z Ipoda, on dostał słuchawki na imieniny dwa miesiące temu), nowy plecak itd. Pojechałam z nim do centrum handlowego, zrobił mi kilka awantur, wykrzykiwał, obrażał. Przypomniałam sobie jak jego ojciec wielokrotnie zachowywał się podobnie w restauracji, na ulicy, w sklepie. Czemu zgadzałam sie na to? Nie jestem potulną osobą.

W samochodzie na moje pytanie co zamierza robić w Londynie powiedział, że nie zamierza przestać ćpać. Prowokował mnie.

Potem naciski w domu, otwierał śrubokrętem drzwi od mojej sypialni, łazienki, domagał się pieniędzy, które miał komuś oddać.

W całej ostrości zobaczyłam co zrobiły z niego narkotyki. Psychika małego, rozkapryszonego dziecka, które żąda, nie znosi sprzeciwu, tupie nogą. I kompletny brak logiki, albo inaczej jego własna, prywatna logika, cały system, który pozwala mu przetrwać. Przestarszyłam się skali zniszczenia. Jak długa droga go czeka do normalnego świata, w którym zrezygnuje z egocentryzmu, dostrzeże innych ludzi i ich potrzeby, uczucia, znajdzie sens i cel w życiu?

Rozpacz, gniew, ulga i poczucie winy. Tyle spieprzyłam w życiu, nawet w ten ostatni dzień. Chciałam inaczej, dobrze się z nim pożegnać. Terapeutka powiedziała, ze powinnam powiedzieć mu, że wierzę w niego, że sobie poradzi. Nie potrafiłam. Nie wierzę. Powiedziałam mu parę przykrych słów. Na pożegnanie życzyłam mu powodzenia i że jeśli sobie nie poradzi, to moze wrócić do Polski leczyć się, że w tym mu pomogę.

Jest we mnie taki mały skrawek nadziei. A może mu się uda?

12:47, eka21962
Link Komentarze (3) »
środa, 29 czerwca 2011
matka narkomana c.d.

Wczoraj wieczorem przyszła policja. Młody oddał to komisu kradziony telefon i namierzyli go. Przeszukali pokój, znaleźli dokumenty jakiejś dziewczyny, chyba właścicielki telefonu. Wzięli go do aresztu i na przesłuchanie. Został tam na noc. Podobno się przyznał, ale nie wiem do czego. nie wiem czy zaczął kraść? Czy jest tak zdeterminowany, żeby zebrać kasę na wyjazd?

Zastanawiam się czy będzie miał siłę, żeby pojechac do Londynu, czy jednak nie da rady. Jak pojedzie, trochę odetchnę i będę musiała sobie radzić ze strachem o niego. Jak zostanie, moze wykręci jakis kolejny numer, ale może będzie bliżej decyzji o leczeniu?

13 jest rozprawa w sądzie. Nie wiem jakie poniesie konsekwencje jesli nie będzie na niej. Wiem, że boi się, że pójdzie do więzienia. Londyn jest ucieczką.

Czytam książkę o wzmacnianiu motywacji do zmiany w terapii nadużywania substancji  Millera. To jest zupełnie inne podejście niż monarowskie. Nie kary, konfrontacja, dołowanie, dojście do dna, ale praca nad motywacją, wzmacnianie tego co dobre, poszukiwanie siły, punktu zaczepienia. Źle działa piętnowanie narkomana etykietami ćpun, masz problemy itd. Trzeba dostrzec odrobinę światła i szukać dostępu do tego małego dobrego kawałka. Takie podejście jest mi zdecydowanie bliższe. Tyle błędów popełniłam. I pewnie jeszcze popełnię.

Ale już nie walczę. Jest we mnie więcej akceptacji dla tego co jest. I spokoju. Wiem, że mój wpływ jest bardzo ograniczony. I że chyba mogę inaczej z nim rozmawiać, że mogę mu pokazywać tę lepszą moją stronę - martwiącą się, smutną, a nie rozzłoszczoną, wściekłą, oskarżającą. Tak będzie też lepiej dla mnie.

"walczę ze złem, a zło rośnie we mnie z każdym dniem" - mocno czuję ten tekst z piosenki Dżemu i próbuję się temu przeciwstawić.

http://youtu.be/wo0qsu7dXgg - to jest link do tej piosenki

09:07, eka21962
Link Komentarze (3) »
piątek, 24 czerwca 2011
matka narkomana c.d.

Wczoraj rano zadzwonili do mnie ze szpitala z ostrego dyżuru. Przywieżli Młodego w nocy, był nieprzytomny, miał rozciętą brew. I oczywiście naćpany. On nie wie jak to się stało. Nic nie pamięta. Przewieźli go na toksykologię, skąd dzisiaj wyszedł na własne żądanie.

Żadnego poczucia winy, odpowiedzialności. Nic. I dalej mówi o wyjeździe do Londynu.

Co z nim będzie?

Ja powoli wycofuję się, nie ma sensu z nim walczyć. Musi sam poczuć odpowiedzialność za swoje życie. I konsekwencje.

Ale bardzo się boję.

15:35, eka21962
Link Komentarze (1) »
środa, 22 czerwca 2011
matka narkomana c.d.

Jest mi strasznie smutno.

Młody opowiada o wyjeździe do Londynu, ale nie brzmi to wszystko poważnie. Planują z Madzią tylko czasem cos brać, no bo przecież będą pracować. On fantazjuje na temat zarobionych pieniędzy. A dwa dni temu, opowiedział mi, wziął kilka tebletek pridinolu - nie miał energii, myślał, że to coś innego i tak dalej.

Chce wyjechać, bo nie ma wyjścia, boi się więzienia.

Zdaniem terapeutki powinnam powiedzieć mu, że wierzę w niego, że sobie poradzi, dodać mu odwagi. Próbuję, ale nie bardzo wierzę. Może powinnam uwierzyć?

Boję się o niego i myślę z ulgą, że zostanę sama. Wreszcie sama. Bardzo potrzebuję spokoju i ciszy. I skupienia na sobie.

Dzisiaj zawiozałm go do lekarza. Ma zapalenie pępka, tak jest cos takiego. Trzeba było wyczyścić. Tak myślę, może on wreszcie przerwał pępowinę, może zacznie żyć swoim życiem?

21:43, eka21962
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 19 czerwca 2011
matka narkomana c.d.

Czekam. Ciągle na coś czekam. Niewiele ode mnie zależy. Może nic?

Młody jakby nieco mniej bierze, za to jak jest okazja to pije.  Nic nie robi. Tydzień temu powiedział mi, że wybiera się ze swoją dzieczyną do Londynu. Będzie pracował, mieszkał u ojca swojej dziewczyny. Pomysł szalony, nie wierzę, ze pojedzie, to raczej jego fantazja. A nawet jeśli pojedzie, to nie poradzi sobie. Ale myślę o tym jak o wybawieniu, byc może zostanę w domu sama, nie bedę musiała rano sprawdzać co się w nocy wydarzyło, zamykać pokoju na klucz, chowac pieniędzy. Cień z mojego życia nie zniknie, ale może moje życie stanie się trochę spokojniejsze? Są momenty, ze myślę tylko o tym, żeby pozbyc sie mojego syna z życia. Myślę o sprzedaży domu, moze wyjeździe?

I myślę, ze on powinien się leczyć, że nie wiem jak mu pomóc i muszę patrzeć jak marnieje.

Widziałam się z nową terapeutką od uzależnień. To inna szkoła niż terapeuta, z którym sie spotykałam poprzednio i który mówił głównie o wyrzucaniu z domu i modlitwie. On pomógł mi bardzo, jestem mu wdzięczna, ale jego rady nie skutkowały, czasem wydaje mi się, ze odniosły odwrotny skutek. Czuję, że Pani Jola lepiej mnie rozumie. Bardzo liczę, ze jest jakiś sposób dotarcia do mojego syna. Chyba mogłabym dużo poświęcić, żeby mu pomóc.

Marzę czasami, ze jego ojciec nagle się przebudzi, zobaczy co narobił i podejmie decyzję, żeby pomóc synowi. Przełknie swoją urażoną dumę, wypuści powietrze z nadmuchanego ego i okaże mu miłość. Może gdyby on chciał coś poświęcić dla swojego syna, to by podziałało? Gdyby wziął go na półroczną wyprawę, zbudował kontakt, pomógł mu wydobyć się z nałogu i odkryć sens życia?

Głupie marzenia.

16:41, eka21962
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4